Ostatnimi czasy nie jestem zbyt aktywny tekstowo. Brakuje odpowiedniej motywacji. Ani covidowe czasy, ani okres letniej kanikuły nie są jednak tego powodem. Jeszcze rok temu (maj 2020) wydawało się, że motywacja do pisania recenzji pozostanie na dłużej za sprawą nowego/starego redaktora prowadzącego portalu Wywrota.pl ale na początku 2021 wszystko, kolokwialnie mówiąc, rypło (no prawie, portal istnieje, ale życia w nim niewiele).
Do przelewania myśli na papier/klawiaturę jednak ciągnie. Może nie w takim stopniu aby powstała z tego jakaś recenzja konkretnej płyty (tu właśnie “odzywa się” mój leń) ale przynajmniej luźny “potok” spostrzeżeń i wniosków. Dlatego też postanowiłem ruszyć z cyklem tekstów, które można określić mianem felietonów (choć na felietony mogą być za długie i zbyt chaotyczne). Teksty nie będą odbiegać od tematów muzycznych i literackich, ale z pewnością będzie w nich szersze spojrzenie, niż to zwykle bywa w moich recenzjach (których notabene pisać nie przestanę, ale będą z pewnością rzadsze).
Tematem pierwszego „felietonu” miał być odwieczny konflikt, który sprowadza się do pytania: Co jest lepsze stare czy nowe? Pomysł zrodził się na kanwie dyskusji jaka niedawno rozgorzała na jednej z facebookowych grup tematycznych, które obserwuję. Może w przyszłości wypowiem się na ten temat bardziej konkretnie. Na obecną chwilę skończyło się na tym, że „nabazgrałem” kilka zdań o… space-disco (czyli w sumie o czymś starym, ale w pewnym kontekście także „nowym”).
Dlaczego akurat space-disco? Zaintrygował mnie ten gatunek ponieważ w krótkim odstępie czasu natrafiłem na wzmianki o nim. W pierwszej kolejności było to przy opisie płyty Analog Overdose 6 tria Fanger/Schönwälder/Graf-Ulbrich (recenzja płyty w przygotowaniu), potem przy informacji o nowym wydawnictwie Projekt Records (Bandcamp, Alan Elettronico – Electric Mind).
Space-disco co to takiego? Niełatwo odnaleźć informacje. Gatunek powstał na fali popularności filmów science fiction: Gwiezdne wojny (1977) i Bliskie spotkania 3-go stopnia (1977). Od ówczesnego disco odróżniał się zmniejszeniem roli wokalu (jeśli już był obecny, to często przetworzony vocoderem) na rzecz zwiększenia ilości brzmień generowanych przez instrumenty elektroniczne (w użyciu był nawet automat perkusyjny). Związki z muzyką elektroniczną były dość wyraźne. Najbardziej znany wykonawca space-disco to francuski zespół Space. Gatunek nie ewoluował zbytnio. Życie miał krótkie ale dość intensywnie (1977-1980, choć niektóre źródła podają krótszy okres). Uważny słuchacz wyłapie w kompozycjach różnych artystów z lat 80-tych zaliczanych do synth-wave (a w szczególności space-synth) jego echa.
Wspomniany wcześniej włoski kompozytor Alan Elettronico przypomniał swoim albumem ten w sumie zapomniany gatunek muzyki. Nadaje mu nowocześniejszy (jeszcze bardziej zelektronizowany) charakter. Jako podsumowanie niech posłuży cytat z opisu zamieszczonego na Bandcampie.
„Electric Mind to dualistyczna podróż włoskiego syntezatorzysty Alana Elettronico. Najpierw zabiera słuchacza w kosmiczną odyseję przez nieznane galaktyki, międzygwiezdną podróż na retro-futurystycznych statkach kosmicznych o dziwnych kształtach i prawie czujących, robotycznych towarzyszach, kwestionujących sens życia. Po drugie to podróż w przeszłość, rekonstrukcja brzmienia przyszłości, jaka powstała w złotych latach space-disco (1977-1980).”
Dla zainteresowanych:
Battlestar Galactica (1978) Giorgio Moroder: https://www.youtube.com/watch?v=JdTHl9GsdjM
Alan Elettronico Electric Mind: https://projektrecords.bandcamp.com/album/electric-mind-name-your-price
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz